Episode Details

Back to Episodes

„Zostaliśmy sami, Sikorski do dymisji!”. Polacy pozostawieni sami sobie na lotnisku w Dubaju

Episode 13247 Published 1 day, 15 hours ago
Description

Podczas powrotu z wycieczki do Wietnamu Polacy utknęli w Dubaju. Przeżyli kilka dni chaosu i strachu. Okazuje się też, że nie mieli żadnego wsparcia ze strony polskich służb dyplomatycznych. O ich sytuacji na antenie Radia Wnet mówił redaktor naczelny portalu Odpowiedzialny Poznań Bartosz Garczyński. Jak podkreślał, „to była wycieczka z Wietnamu, tak naprawdę. Oni mieli międzylądowanie w Dubaju”, a gdy wylądowali, „okazało się, że ze względów bezpieczeństwa ewakuowano wieżę kontroli lotów i obsługę lotniska”.

Alarm na lotnisku i chwile grozy

Garczyński zaznaczał, że dla pasażerów była to „naprawdę chwila grozy”. Jak mówił, „wyobraźcie sobie państwo, że ląduje pani na lotnisku, a tu jest ewakuacja ze względu na możliwy atak rakietowy”.

Relacje samych podróżnych pokazują, jak napięta była sytuacja. Jedna z pasażerek wspominała:

„Na lotnisku wszystkim się załączały alarmy, bo treść tych alarmów [była taka], że ataki rakietowe. Ustawiono nas pod ścianami, daleko od okien”. Jak dodała, „my nic nie słyszeliśmy”, ale same komunikaty wystarczyły, by wywołać niepokój.

„Masakra. Nic, nic, nic”

Największa złość pasażerów nie dotyczyła jednak wyłącznie alarmów i kolejnych opóźnień, lecz braku realnej pomocy ze strony polskich służb. Garczyński mówił wprost, że „podróżni nie zostawiają suchej nitki na służbach konsularnych”.

Jeden z podróżnych relacjonował to bardzo dosadnie:

„Wszędzie. Ludzie dzwonili – po co? Żeby usłyszeć, że mają odejść od okien. I to wszystko?”.

Pytany, czy to był cały komunikat, odpowiadał krótko: „Tak”. Opisywał też koszty i bezskuteczność prób kontaktu:

„Muszę zarejestrować kartę, zapłacić 500 zł za połączenie, żeby dowiedzieć się, żeby odejść od okien”.

W jego relacji najmocniej wybrzmiewała bezradność wobec braku odpowiedzi ze strony polskich instytucji.

Wszyscy próbowaliśmy. To nie, że ktoś – wszyscy. Wszyscy próbowaliśmy z konsulatem, z izbami, wszędzie. Masakra. Nic, nic, nic. Naprawdę Sikorski rezygnować pomiędzy z roboty!

– mówił.

Podobnie sytuację opisywała inna podróżna. „Gdziekolwiek chciał uzyskać jakichkolwiek informacji – proszę czekać. Do konsulatu dzwoniła bratowa, dostała: jeszcze czekać na informacje, czytać na stronach ogólnych” – relacjonowała.

Listen Now

Love PodBriefly?

If you like Podbriefly.com, please consider donating to support the ongoing development.

Support Us