Episode Details
Back to Episodes„Kryminaliści dalej są u władzy”. Reżyser mówi, co naprawdę dzieje się w Wenezueli
Description
Gościem Poranka Wnet był Franco De Peña, wenezuelski reżyser dokumentalista, który opisał nastroje panujące dziś w jego kraju po zatrzymaniu Nicolása Maduro przez Amerykanów. Jak podkreślał od samego początku rozmowy – to wydarzenie nie oznacza realnej zmiany władzy.
Maduro został aresztowany, ale reżim nie został obalony. Władza się tylko przetasowała. Delcy Rodríguez jest teraz prezydentem, minister obrony dalej działa, minister spraw wewnętrznych dalej działa. Wszyscy kryminaliści dalej są u władzy– podkreślał.
Zdaniem De Peñy operacja miała przede wszystkim charakter wizerunkowy – miała pokazać światu, że możliwe jest zatrzymanie dyktatora. W samej Wenezueli jednak niewiele się zmieniło, a strach wręcz się pogłębił.
To jest pokazówka dla świata. Na miejscu wszystko jest po staremu, tylko więcej jest strachu. Ludzie się boją, siedzą w domach, boją się wyjść– zaznacza.
Reżyser odniósł się także do pojawiających się w mediach relacji o spontanicznych reakcjach Wenezuelczyków, którzy mieli wiwatować po zatrzymaniu Maduro. Jak przyznał, radość istnieje – ale to radość bardzo krucha i podszyta lękiem.
Ludzie się cieszą, bo widzą, że Amerykanie potrafili aresztować prezydenta, pokonać jego ochronę, kubańską gwardię. Ale jednocześnie boją się, bo represje trwają– mówił.
De Peña obawia się, że Stany Zjednoczone, działając z pozycji siły, mogą pójść w kierunku pragmatycznych negocjacji z ludźmi dawnego reżimu, z pominięciem opozycji.
Boję się, że Trump będzie robił biznes i zostawi władzę taką, jaka jest. Opozycja została całkowicie pominięta. Oni negocjują z dyktaturą, która ma wojsko, ministerstwa i realną władzę– zaznacza.
W jego ocenie mówienie dziś o „tranzycji” czy „okresie przejściowym” jest co najmniej przedwczesne. Reżyser zwrócił uwagę na relatywizowanie pojęć prawa międzynarodowego i praw człowieka w debacie publicznej.
Jak porywa się 150 Izraelczyków z kibucu, to mówi się o oporze. Jak aresztuje się Maduro, to nagle jest łamanie prawa międzynarodowego. Te pojęcia są dziś skrajnie relatywne– wskazuje.
Dla De Peñy punktem odniesienia nie są abstrakcyjne definicje, lecz twarde liczby opisujące skalę tragedii Wenezueli.
Osiem milionów ludzi musiało wyjechać z kraju. Dziesięć tysięcy ludzi zostało zabitych. Pięćset osób zginęło na protestach. Osiemnaście tysięcy było więźniami politycznymi. Dziewięćdziesiąt procent ludzi żyje w totalnej biedzie– wylicza.
Jak zaznaczył, sam nie może dziś wrócić do kraju ani dokumentować wydarzeń na miejscu – nie ma paszportu. Mimo to w zatrzymaniu Maduro widzi cień nadziei, choć bardzo ostrożnej.
To może być malutka nadzieja. My szliśmy w kierunku Kuby. To jest pierwszy moment, kiedy pojawia się szansa, że Kubą jednak nie będziemy– zaznacza.
Na zakończenie rozmowy De Peña podkreślił, że marzenie o wolnej, demokratycznej i bogatej Wenezueli pozostaje wciąż odległe.
Każdy z nas chciałby, żeby to był znowu wolny kraj. Czy tak będzie – okaże się. Na razie to tylko to, co po angielsku nazywa się ‘wannabe’ – coś, czego bardzo chcemy, ale czego jeszcze nie mamy– mówi.
/fa